pisać
My point of view

To jak to jest z tą moją inspiracją??? – #pisać czy nie pisać

To nie jest tak, że ja się boje pisać. Nie, nie, nie. Ja uwielbiam to robić, uwielbiam testować nowe rzeczy, doradzać innym i porównywać punkty widzenia. Dzielić się pomysłami, wspomnieniami i inspiracjami. Wystarczy zapytać moje przyjaciółki, kto wybiera im kosmetyki albo doradza z kupnem butów. No ale co z tego skoro tego nie robię w sieci ?

No właśnie, pisać czy nie pisać?

Z jednej strony wydaje mi się to banalnie proste. Zapał mam, warunki mam i tematy też. W tym wszystkim jest pewien szkopuł, jestem bardzo odważnym człowiekiem, jestem zawsze tam, gdzie jest największe zamieszanie. Niestety obawiam się, co pomyślą o mnie moi znajomi, gdy zacznę się promować na moich prywatnych social media. Tak! Osoba będąca ściśle związana z social media boi się swoich własnych znajomych. Jak to jest możliwe?

A no tak!

W szkole dosyć mocno odczułam krytykę innych ludzi. Plotek na swój temat nie zliczę ani wrogów, jakich wtedy miałam. A czym sobie tych wrogów narobiłam? Będąc inna od reszty. Czy to nie chore, że osoby, które się angażują, są ambitne i chcą tak po prostu robić coś więcej, są wyśmiewane i gnębiona….tak o, dla zasady.

Nie zmienię się.

Nie mam zamiaru chować się pod kamieniem czy zmieniać tego, jaka jestem. A jestem głośna, bezpośrednia i trochę bezczelna. Na studiach nie pchałam się do samorządu. Stwierdziłam, że tym razem się nie dam. No i co z tego? I tak zwracam na siebie uwagę samym tym, że jestem. Tak już jest i tyle. No ale nadal pozostaje – „pisać czy nie pisać”?

Mam to w nosie!

No dobra, to skoro obawiam się ludzi, a jednocześnie mam to w nosie, to o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? To chyba moja podświadomość mnie blokuje. Po prostu. Dlatego też nie podpisuję się swoim imieniem. To nie jest chęć chronienia swojej prywatności. W internecie coś takiego nie istnieje. Może było dawno temu na początku polskiego internetu, ale to zamierzchłe czasy, gdy prawko zdawało się na dinozaurach.

Tematyka

Na początku chciałam pisać o wszystkim i niczym. Świat blogów z jednej strony umarł, a z drugiej ma się całkiem niezłe. Ktoś mi powiedział, że jeśli chce zaistnieć w internecie to mam dać sobie spokój z pisaniem i zacząć nagrywać, bo przecież nikomu nie chce się czytać. Coś w tym jest. Trzeba być naprawdę wybitnym, żeby się przebić przez te zastępy ludzi. Jedni to robią, bo po prostu mają parcie na szkło a inni, bo lubią. A gdzie w tym jestem ja? Parcia na szkło nie mam. Mam za to parcie na wyrażanie swojej opinii. Szkopuł w tym, że trafiam w kompletną próżnię. Jak sobie z tym radzicie czy radziliście ? Cały czas mam wrażenie, że jestem 100 lat za Afryką, bo przecież powiedzieć teraz „za murzynami” to niepoprawne politycznie.

Czas się przełamać!

Wiem, że mogłabym marudzić i żalić się dalej, ale nie ma takiej potrzeby. Wpisów zaciętych mam z 10. Czas dokończyć chociaż jeden. Moje postanowienie na nowy rok akademicki! Jeden post tygodniowo. Obym się tego trzymała. Jakie były Wasze początki i jak zmobilizowaliście się do pisania?

Moja przygoda z pisaniem zaczęła się dawno dawno temu. Naprawdę dawno. Pomysł na stronę miałam od dawna ale to dopiero mój chłopak zainspirował mnie do stworzenia jej. Dziękuję :)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: